PORY ROKU I DNIA

Pory roku i pory dnia wyznaczają rytm ściśle przyrodniczy. W modelu współczesnym rytm pracy wyznacza kalendarz i zegarek. Nic nie upoważnia do zmiany rytmu produkcji, który może ulec za­chwianiu wyłącznie w związku z poczynaniami człowieka . Nastę­puje pełna autonomizacja czasu.Wydawać by się mogło, że ów dawny czas jakościowy, mierzony rytmem przyrody, podporządkowany tradycji, magii, religii i oby­czajowi, czynił człowieka swoim niewolnikiem. Normował przecież ludzkie życie z siłą, która nie podlegała dyskusji i bezwzględnością, która nie dopuszczała wyjątków. Ale czy rzeczywiście wyrwanie się z zaklętego kręgu czasu jakościowego było dla człowieka przejściem z czasu niewoli do królestwa wolności? Nic bardziej mylnego.Anna Pawełczyńska zauważa, że czas metryczny jako instrument kontroli przebiegu podejmowanych działań wobec pojedynczych łudzi uczestniczących w produkcji i zarządzaniu dobrami konflikto­wymi, w rywalizacji o te dobra i we wszelkiej rywalizacji o warunki życia i miejsce w strukturze systemu – działa jako wyalienowana siła ucisku społeczno-ekonomicznego.

Z NADEJŚCIEM ZMROKU

Duchy nie straszyły w obejściu czy na polu – w przestrzeni za­gospodarowanej, oswojonej przez człowieka jego pracą. Straszyły w lesie, głuszy, uroczyskach, na bagnach. Była więc przestrzeń dobra i zła. Czas też mógł być dobry i zły. Dzień był czasem pracy, czasem oswojonym, dobrym, bezpiecznym, w przeciwieństwie do nocy. Dla­czego był dobry? Bo znane były związki zachodzące między zdarze­niami, które miały w nim miejsce. O zdarzeniach, związkach między nimi decydowała praca człowieka, ona je stwarzała. Z nadejściem zmroku kończyła się praca, z nadejściem dnia za­czynała. Opozycja: dzień – noc, jasność – ciemność, równała się opozycji: czas pracy — czas nie-pracy. Tylko ten pierwszy człon opo­zycji był ludzki. Jest to proste i zrozumiałe w warunkach, w których nie można sobie było pozwolić – jak zdarza się dzisiaj – aby praco­wać, nawet w polu, przy świetle elektrycznym.

RYTM PRACY I ŻYCIA

W przysłowiach tych i porzekadłach za­warta jest całkiem racjonalna agrotechniczna wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie.Rytm pracy i życia, podporządkowany zmienności pór roku, kształtował inną świadomość czasu i ta świadomość z kolei okazy­wała się funkcjonalna wobec owych tradycyjnych warunków pracy życia. Inaczej czas biegł latem, inaczej zimą. Ale to samo doty­czyło także rytmu dobowego. Anna Zadrożyńska, w etnologicznym szkicu o pracy i zabawie w kulturach tradycyjnej i współczesnej pokazuje jak, i pod wpływem jakich czynników, przekształceniom ulegała świadomość czasu w trzech środowiskach kulturowych: tra­dycyjnym, przejściowym i współczesnym. W kulturze tradycyjnej nie tylko na wszystko był czas właściwy, bo zgodny z rytmem przy­rody; był także zły i dobry w nieco innym – magicznym raczej – sensie. Ale i ten sens magiczny także nie był pozbawiony racjonal­nych przesłanek.

W SWEJ NATURZE

Jest to czas jak­by z natury swej jakościowy, bo jest czas lepszy i gorszy oraz kon­kretny, bo przypisany określonym czynnościom, określany przez następstwo owych czynności i stosunki między nimi. Nie jest on czasem chronometrycznym pozostającym w swobodnej dyspozycji człowieka, któremu sam człowiek dopiero nadaje wartość. Nie moż­na traktować go instrumentalnie, zapełniając treścią ludzkiej aktyw­ności inną niż ta, która jest mu przypisana. Czas jakościowy jest czasem przyrody, ale także tradycji, obyczaju, religii. Czas pracy rolnika zawsze był i pod wieloma względami pozo­staje do dzisiaj poddany rytmowi wynikającemu z następstwa pór roku, owych podstawowych przyrodniczych faktów przesądzających periodyzacji czasu. W porzekadłach ludowych do dzisiaj prze­trwały liczne odwołania do tradycyjnego chłopskiego kalendarza, w którym święci pańscy wyznaczali terminy prac i czynności w chłopskim gospodarstwie.

CZAS CHRONOMETRYCZNY

Czas chronometryczny – stając się naszym czasem instrumental­nym, czasem naszego działania zorientowanego na cele, które przy­dają mu wartości – przestaje już być czasem abstrakcyjnym i pu­stym. Nie tylko określone ramy czasu chronometrycznego zapełnia­my wówczas treścią własnej aktywności, ale samemu czasowi nada­jemy zmienną, od nas tylko zależną, wartość. Czas instrumentalny więc mierzyć możemy nie tylko „ilościowo”, przy użyciu miar zega­ra i kalendarza, ale i jakościowo, choć on sam jakościowego charak­teru nie posiada. Ale czy zawsze można było mówić o czasie instru­mentalnym? Oczywiście — nie. Tak samo jak nie zawsze można było mówić o czasie chronometrycznym i to wcale nie z tego powodu, że ludzie nie mieli zegarków. Nie tylko w kulturach pierwotnych, ale w ogóle w społeczeń­stwach przedprzemysłowych czas ma charakter jakościowy i kon­kretny a nie abstrakcyjny – nie jest „pustą godziną”, którą dopiero człowiek sam wypełnia treścią własnej aktywności.

NASZA AKTYWNOŚĆ

Pewne elementy czasu przeszłego i przyszłego wnosimy w co­dzienność pozbawiając ją aspektu temporalnego. Stają się one skład­nikami codzienności przez swój związek z naszym działaniem. I właśnie nasza aktywność, owo gospodarowanie czasem, zapełnia­nie pustego czasu chronometrycznego treścią naszych działań zmie­nia naszą świadomość czasu. Czy zmiana ta ogranicza się jedynie do operowania miarą zegara i kalendarza?Sama precyzja mierzenia czasu, możliwości i konieczność tej precyzji nie wyczerpują istoty przekształceń, którym uległa świadom mość czasu człowieka w społeczeństwach uprzemysłowionych. Czas chronometryczny, którym operujemy, jest czasem „pustym” i jako czas „pusty” jest sztywną, abstrakcyjną ramą czasową ludzkiej aktywności. Najważniejsza przemiana wiąże się z fak­tem, że ów abstrakcyjny, pusty czas możemy potraktować in­strumentalnie, jako swego rodzaju kapitał pozostający w naszej dyspozycji, którym możemy względnie swobodnie dysponować zagospodarowując go – lub marnotrawiąc .

OBECNE W CODZIENNOŚCI

Pisząc w podaniu o pracę kiedy się urodziłem, kiedy roz­począłem i ukończyłem studia, informuję nie tyle o swej przeszłości, bo ewentualnego pracodawcę moja przeszłość niewiele może obcho­dzić, ale o tym co sobą reprezentuję dzisiaj. Gdybyśmy ten wątek rozważań skwitowali twierdzeniem, że w naszej codzienności obecne są stale jakieś fragmenty przeszłości i jakieś zapowiedzi przyszłości, które ją współtworzą i bez których nie byłaby ona taką jaką jest – poprzestalibyśmy na stwierdzeniu banału. To oczywiste, że teraźniejszość postrzegamy przez podwójne okulary – pamięci i oczekiwań, że wreszcie w ogóle działamy dzięki temu m.in., że jesteśmy wyposażeni w pamięć zatrzymującą prze­szłość i motywacyjną energię przybliżającą przyszłość. Napisaliśmy już wcześniej, że teraźniejszość jest dla nas tym, czym są wszystkie trzy wektory czasu razem. Ale chodzi tu o coś jeszcze innego.

W NASZYM KRĘGU

W naszym kręgu cywilizacyjnym człowiek, który nie byłby zdolny do traktowania jakiegoś wycinka wektora przyszłości jako swojego czasu, który planuje i zagospodarowuje dzisiaj, teraz, przyjmując zań odpowiedzialność, nie byłby zdolny do życia w społeczeństwie, a przynajmniej dezorganizowałby życie swoje i ludzi skazanych na kontaktowanie się z nim. Ale w pewnym sensie to samo odnosi się do przeszłości. Daty urodzenia, ukończenia nauki, rozpoczęcia pracy zawodowej, zawar­cia związku małżeńskiego są tymi punktami na osi czasu, do których musimy stale nawiązywać. Każdy z nas wpisywał owe daty wielo­krotnie do rozmaitych kwestionariuszy, podawał je w kontaktach urzędowych i trudno sobie wyobrazić człowieka, który mógłby ich nie pamiętać. To prawda, że odsyłają nas one do czasu, z którym nic nie możemy począć, który leży poza obszarem naszej aktywności, nie możemy więc nim gospodarować. Ale jest to także przeszłość dość szczególna, w jakiś specyficzny sposób obecna w naszej teraź­niejszości.

SKŁONNY I ZDOLNY

Są ludzie, którzy zdają się żyć wyłącznie chwilą bieżącą, są i tacy, któ­rzy starają się objąć swoim osobistym, indywidualnym planowaniem możliwie najdłuższy horyzont czasu przyszłego. Mówimy tu o różni­cach indywidualnych, osobniczych i osobowościowych.Nie każdy człowiek taki sam obszar czasu skłonny i zdolny jest traktować jako „swój” czas, który uwzględnia w swej aktywności, za który bierze odpowiedzialność. Ale z kolei ten właśnie obszar czasu nie może być dowolnie skracany i wydłużany pod groźbą negatyw­nych konsekwencji dla społecznego funkcjonowania jednostki. Wy­daje się to być zrozumiałe i oczywiste wtedy, gdy myślimy o przy­szłości. Wykonanie pracy, wyjazd na urlop, oszczędzanie na jakiś poważniejszy zakup – wszystko to wymaga wybiegania myślą na­przód, jakąś lokalizację owych konieczności czy zamierzeń w czasie przyszłym. Ale jednemu człowiekowi planowanie z tygodniowym wyprzedzeniem sprawia kłopoty, inny zaś mierzy zamiary na lata.

ORIENTACJA NA PRZESZŁOŚĆ

Nie można sobie wyobrazić narodu, który nie byłby wspólnotą dziejów. Orientacja na przeszłość była również istotna dla rodziny w czasach, gdy była ona wielką rodziną, familią, klasyczną wspól­notą. W miarę jak traciła ona swe cechy wspólnotowe, przekształca­jąc się w rodzinę nuklearną, znaczenie przeszłości malało. Orientacja współczesnej rodziny – problematyce tej poświęcimy więcej uwagi w rozdziale VIII – jest raczej prospektywna a nie retrospektywna.O ile w przypadku grup społecznych możemy przyjąć, że podział na orientacje retrospektywne i prospektywne pokrywa się w zasadzie z podziałem na wspólnoty i zrzeszenia, o tyle w przypadku jednostek sprawa jest bardziej skomplikowana. W odniesieniu do jednostki czasową perspektywę jej funkcjo­nowania zdefiniować można jako obszar czasu, jaki bierze ona pod uwagę w projektowaniu, przewidywaniu i realizowaniu swoich za­mierzeń. Ta perspektywa czasowa może być krótsza lub dłuższa.