CENTRUM UKŁADU

Nawet małe mia­steczko zawsze było centrum szerszego układu osadniczego w znacze­niu funkcjonalnym. Jest to oczywiste. Z pobliskich wsi przyjeżdżało się do miasta na targ i załatwiać sprawy urzędowe. Sama wielkość miasta nie miała większego znaczenia. Miasto miało także swoje gra­nice – za jego rogatkami zaczynała się już przestrzeń. To tylko współ­czesne zurbanizowane molochy nie wiadomo gdzie zaczynają się i kończą rozlewając się w przestrzeni jak plama oliwy, i tylko znając sztucznie wyznaczone linie administracyjnego podziału możemy wie­dzieć, czy jeszcze pozostajemy w granicach miasta, czy już je przekro­czyliśmy. Różnica w tym względzie między dawnym miastem a mia­stem współczesnym wyraża się tu przede wszystkim skalą wielkości, ale sama owa skala jest pochodną odmiennych dróg rozwoju dawnego miasta, które było miejscem i współczesnego, wielkiego miasta, które jest zurbanizowaną przestrzenią.

ZNANE ELEMENTY

Nasze stulecie przyniosło w Europie najpierw spowolnienie tempa urbanizacji, po II wojnie światowej zaś, w Europie Zachod­niej, zahamowanie urbanizacji. Dziś nawet możemy mówić o proce­sie odwrotnym, o deglomeracji wielkich miast. Ale poza naszym kontynentem proces urbanizacji, gwałtowny i żywiołowy, trwa nadal. Jakie konsekwencje z nim się wiążą? Dwa elementy zmiany już zasygnalizowaliśmy. Większość z nas żyje dziś w miastach, gdy w przeszłości większość żyła na wsi. Współczesne społeczeństwo jest w zdecydowanej większości społe­czeństwem miejskim. Ale rozumieć należy pod tym pojęciem „społeczeństwo miejskie” nie tylko samo miejsce zamieszkania, lecz także styl życia, obyczajowość, typ stosunków społecznych. Miasto a nie wieś kształtuje wzorce, które przejmują także mieszkańcy wsi, szczególnie ludzie młodzi.   Drugim elementem zmiany jest rozerwanie związku między mia­stem a otaczającą je siecią osadnictwa wiejskiego.

SAMOWYSTARCZALNOŚĆ

O znaczeniu i pozycji miasta przestaje decydować jarmark, niektóre miasta nawet zamykają swe rogatki przed chłop­skimi wozami. Miasto staje się samowystarczalne rozrywając swój związek z otaczającą je szerszą przestrzenią społeczną. Odwraca się do tej przestrzeni tyłem, albo podbija ją anektując na swój użytek. Wiek XIX można nazwać stuleciem urbanizacyjnej eksplozji w Europie w 1404- roku, w najbardziej.zurbanizowanym kraju – Wiel­kiej Brytanii – było tylko jedno miasto liczące powyżej 100 tys. mieszkańców i tym miastem był oczywiście Londyn. Istotne jest także, iż mieszkańcy Londynu stanowili 4,7 proc. ogółu mieszkań­ców Zjednoczonego Królestwa. Był to najwyższy na świecie wskaź­nik urbanizacji. Pół wieku później, w 1851 roku już dwanaście bry­tyjskich miast liczyło ponad 100 tys. mieszkańców i stanowili oni 17,1 proc. ogółu ludności, w 1901 roku w 35 dużych aglomeracjach zamieszkuje już 25,9 proc. wszystkich Brytyjczyków. Dane te obrazujątempo urbanizacji w XIX stuleciu.

ŁAD SPOŁECZNY

Wcześniej dowodziliśmy, że ład społeczny oparty na wspólno­tach miał architekturę koncentryczną. W świecie, w którym taki ład dominuje, muszą istnieć miejsca centralne – są nimi miasta. Ale to, co napisaliśmy, odnosi się do dawnych miast, tych, które rozwijały się ewolucyjnie, powoli i stopniowo w ścisłym związku z przemia­nami zachodzącymi nie tylko w społeczności jego mieszkańców, ale w szerszym kręgu społeczno-przestrzennym, tym, dla którego miasto było miejscem centralnym. Już XVIII, a radykalnie XIX wiek rozrywa ten związek między miastem a jego przestrzenno-społecznym otoczeniem. Przede wszystkim rozerwany zostaje związek między miastem a otaczają­cymi je osadami wiejskimi w efekcie pojawienia się przemysłu, któ­ry staje się nowym, potężnym czynnikiem miastotwórczym. Wsie, które przedtem dostarczały miastu racji jego istnienia, teraz przestają mu być potrzebne.

SYMBOLICZNE CENTRUM

Tu interesuje nas co innego – fakt, że miasto, obojętne, małe czy duże, jest także centrum symbolicznym. Dlaczego niegdyś niszczono miasta tak, aby kamień nie pozostał na kamieniu? Według relacji spisanej w dwa wieki później przez Liwiusza, gdy Rzymianie w 146 roku p.n.e. zdobyli Kartaginę, jej mieszkańcy błagali ich, aby – jeśli taka ich wola – zabili ich wszystkich, a oszczędzili świątynie, groby i niewinne miasto. Jak wiemy, prośby te były nieskuteczne, ponieważ Rzymianom chodziło o zniszczenie konkurencyjnej cywilizacji. A więc w ich przekonaniu miasto właśnie z jego świątyniami i gro­bami musiało zostać starte z powierzchni ziemi, jeśli cywilizacja punicka nie miała się odrodzić. Ale możemy sięgnąć po przykład niedawny, z naszego stulecia. Zauważmy, że hitlerowcy nie niszczyli pomników w podbitych przez nich krajach zachodnich, ale z barbarzyńską konsekwencją robili to właśnie w Polsce. Dlaczego? Oczywiście nie po to, aby przetapiać je na armaty. Chodziło o wytyczenie granicy między strefą cywilizacji a, zamieszkałą przez „podludzi”, strefą barbarzyństwa.

MIEJSCE ŻYCIA

Kościół góruje nad wszystkimi innymi zabudowaniami miejskimi, także nad ratuszem, ale nigdy nie stoi w samym środku tynku. Zlokalizowany jest w pobliżu, ale zawsze gdzieś z boku, za­chowując dystans do społecznej struktury miasta, jakby z jednej strony akcentując, iż moc jego władzy z innego płynie nadania, z drugiej zaś uprzedzając, iż nie zamierza wtrącać się w świeckie, miejskie sprawy, co nie zawsze zresztą było i jest prawdą.Mówiąc o mieście myślimy o czymś więcej niż tylko o miejscu życia, osiedlenia się ludzi. Różnica między miastem a osadą, czy wsią nie polega wyłącznie, ani nawet głównie na liczbie mieszkań­ców, ani na domach murowanych w mieście a drewnianych na wsi. Niektóre wsie liczbą mieszkańców dorównują czy nawet przewyż­szają małe miasta, z drugiej strony jeszcze w ubiegłym stuleciu zda­rzały się miasteczka o wyłącznie drewnianej zabudowie. Do tego wątku wrócimy jeszcze w następnym rozdziale, gdy zatrzymamy się nad rolą małego miasteczka w życiu społecznym.

ZNAK RÓWNOŚCI

Nie można postawić znaku równości między rynkiem, jako cen­trum miasta europejskiego, a centrum tradycyjnego miasta amerykań­skiego, które stanowiła ulica – trakt przepędzania bydła. Rynku nie można także porównać ze wschodnim bazarem, który jak plama oleju na wodzie rozlewa się w przestrzeni miejskiej zajmując raz większą (w porach handlowania) a raz mniejszą powierzchnię, czy nawet znika zupełnie, stając się przestrzenią wymarłą w porze ramadanu. Urbanistyczny kształt tradycyjnego miasta europejskiego, mimo całej jego, urzekającej nas dzisiaj, funkcjonalności, ma charakter przede wszystkim symboliczny a nie funkcjonalny. Ratusz nie dlatego przecież stoi na środku rynku, że jego lokalizacja służyć ma wygodzie rajców czy petentów. Jego lokalizacja podkreśla przynależność władz municypalnych do struktury miejskiej, oraz ich centralne w tej struktu­rze położenie.

W KRĘGU KULTUROWYM

Nawet wtedy jednak pozostaje dla człowieka miejscem, które zako­rzenia go w świecie. | Doświadczenia dziecka zdobyte w mieszkaniu są jego pierw­szym „kluczem do świata”. Dostarczają mu podstawowej wiedzy – metody poruszania się wśród ludzi i przedmiotów.Jak twierdzi psy­cholog zajmujący się zagadnieniem resocjalizacji przestępców, zja­wisko recydywy można rozpatrywać jako skądinąd naturalną tenden­cję powrotu do domu – którego się nie lubi, nawet nienawidzi, ale w którym potrafi się najlepiej funkcjonować.W naszym, europejskim kręgu kulturowym, ekstensją domu – miejsca, jest miasto. W nim zaś – zawsze stanowiący jego centrum – rynek. Tylko w miastach europejskich mamy do czynienia z rynkiem – miejscem zamkniętym ze wszystkich czterech stron domami, miejscem skupienia najważniejszych zasobów miasta – władzy (ratusz w samym środku rynku), kapitału ( bank), informacji (kino i poczta, ale także salon fotograficzny), oraz przede wszystkim jego mieszkańców.

STOSUNEK DO PRZESTRZENI

Nie tylko stosunek do przestrzeni dzieli różne kultury, moż­na nawet powiedzieć, że w różnych kulturach przestrzeń jest do cze­go innego „używana”. Amerykanin używa przestrzeni do klasyfiko­wania ludzi i instytucji. Jonesowie z Brooklinu nie są „tak dobrzy”, jak Jonesowie z Palm Beach. Dla Anglika miejsce zamieszkania znaczenia pod tym względem nie ma. O statusie Anglika decyduje jego miejsce w strukturze społecznej i lord pozostaje takim samym lordem gdziekolwiek by nie zamieszkał. Powróćmy jednak do wprowadzonego na wstępie rozróżnienia: miejsce — przestrzeń. Dla każdego z nas miejscem pierwszym i pod­stawowym jest dom, jakikolwiek by nie był i czymkolwiek by nie był, nawet namiotem w przypadku nomada. U większości z nas samo słowo „dom” rezonuje wyobrażeniami miejsca, ciepła, bezpieczeń­stwa, „bycia u siebie” — to be at home, po angielsku znaczy także być u siebie. My home is my castle – mój dom jest moją twierdzą. Ale ten dom nie zawsze przecież bywa ciepły, bezpieczny i przyjazny.

DYSTANS INDYWIDUALNY

Dystans indywidualny bliższy to na ogół 50 – 70 cm, dalszy to „być od kogoś na wyciągnięcie ręki”. Dystans społeczny dalszy można określić słowami „stań „tak abym mógł cię obejrzeć”.Każdy z tych dystansów pełni określoną rolę wynikając ze skomplikowanego układu wzajemnych stosunków, pozycji społecznych, wzajemnych relacji i sytuacji, w których kontakt zachodzi. Ale potrzeba chronienia swej osobistej przestrzeni odczuwana jest dużo silniej przez Europejczyka niż przez Araba. Inaczej odbiera układ przestrzenny Amerykanin, inaczej Niemiec, jeszcze inaczej Anglik. Zależy ona więc także od uwarunkowań kulturowych. Jak pisze Hall, niepokój Niemców wobec amerykańskiego gwałcenia porządku nie da się w niczym porównać z niepokojem, jaki wzniecają w nich Polacy. Kolejki i szeregi są dla nich synonimem dyscypliny i ślepego autorytetu. Sam kiedyś widziałem, jak pewien Polak rozbił kolejkę w kafeterii po to tylko, by „rozruszać trochę to stado owiec”.